Nigdy nie umiałam zarabiać pieniędzy. Całe życie pracowałam, często na dwa etaty, próbowałam rozkręcać swoje biznesy, robiłam usługi po godzinach, uczyłam się, uczyłam, uczyłam. Próbowałam różnych rzeczy, nie mogłam się zdecydować, szukałam.
Mój były wieloletni partner mówił mi wielokrotnie, że mam słomiany zapał, skaczę z kwiatka na kwiatek i nigdy nic nie osiągnę, bo brak mi wytrwałości. A gdybym została w poprzedniej branży, miałabym już ułożone życie, miałabym „karierę”. Pewnie tak. Chciałabym mieć jego wytrwałość, aby realizować swój plan przez ponad 10 lat i dopiąć swego. Ale nie mam.
Nigdy nie potrafiłam wyjść poza schemat zerowania swojego konta przynajmniej raz w roku.
Zawsze starałam się oszczędzać, przez lata potrafiłam sobie nic nie kupować, nie wychodzić do knajp, teatrów, nie korzystać z rozrywek. Prawie zawsze próbowałam budować przynajmniej dwa źródła przychodu. Ale i tak zawsze zdarzała się sytuacja, gdy wszystkie moje założenia dotyczące oszczędzania trafiał szlag, bo musiałam jechać w tę podróż.
Jakieś półtora roku temu bardzo się przeraziłam, że mam prawie 30 lat i żadnych perspektyw na kupienie mieszkania w najbliższych latach. Spotykałam się wtedy przez chwilę z O. On miał swoje własne mieszkanie, kupione chyba nie na kredyt. Jak to zrobił? Nie pytałam. Wiedziałam tylko, że dobrze zarabia.
Czułam się przy nim przegrywem życiowym, że mam prawie trzydziestkę i nie umiem się ogarnąć finansowo. Stworzyłam plan: poświęcam najbliższe dwa lata i oszczędzam na wkład własny. Nie będę nigdzie jeździć, postaram się o podwyżkę, odpalę własny biznes. Może w końcu się przebranżowię.
To czas, aby się ogarnąć!
Minęło kilka miesięcy, sprawa z O. dawno się zakończyła. Poznałam kogoś innego.
Zaczęło się na spokojnie, a potem zaczęłam spełniać jedno marzenie za drugim. Podróżowałam, wspinałam się w niesamowitych miejscach, do których nie sądziłam, że kiedykolwiek dotrę. Było intensywnie, ale czułam, że zaczynam żyć życiem własnych marzeń. Więc jak mogłam myśleć wtedy o oszczędzaniu? Jak mogłam myśleć o tym, aby nie korzystać z życia, gdy wreszcie zaczęło się tak dobrze układać?
Z tej relacji też nic nie wyszło, i to dwukrotnie. Przeżycia zostały.
A ja nadal nie umiałam zarabiać. I na dodatek właśnie rzuciłam pracę, bo pokonało mnie ponad trzyletnie wypalenie zawodowe, z którym już nie potrafiłam walczyć.
I znowu wróciłam do punktu wyjścia, kilka tysięcy oszczędności, brak pracy, a za chwilę również brak mieszkania.
Nigdy nie umiałam rezygnować z przeżyć. Moja potrzeba odkrywania świata jest tak silna, że zawsze przegrywała walkę z rozsądkiem. Albo prawie zawsze.
Odkrywanie nowych miejsc sprawia, że pojawia się więcej światła w moim życiu, czuję się spełniona, życie nabiera sensu.
Czy chciałabym, aby było inaczej? Nie wiem.
Choć w ostatnim czasie kluczowe stało się dla mnie nie GDZIE, tylko Z KIM.

Leave a Reply